• 1.jpg
  • 2.jpg
  • 3.jpg

Miejscowości

Wiadomości

Aktualności

Fotorelacje

Videorelacje

Najbliższe wydarzenia

Czasami przychodzi taki moment, kiedy czujemy, że w swoim życiu powinniśmy coś zmienić. Jednak nie każdy ma odwagę to zrobić. Julia Kubica odważyła się… i zamieniła tętniącą życiem Warszawę na zaciszne Bieszczady. Zapiekli zwolennicy życia w mieście powiedzą, że oszalała. Jednak ci, którzy kochają przyrodę i góry, w pełni zrozumieją tę odważną decyzję. Czy ona sama żałuje? Nie sądzę… Moim kolejnym rozmówcą z serii Ciekawi ludzie jest warszawianka, która została dyrektorem Gminnego Centrum Kultury i Ekologii w Cisnej. Na nudę nie narzeka. Od kiedy kieruje jedynym ośrodkiem kultury w niewielkiej bieszczadzkiej miejscowości, życie w Cisnej nabrało rumieńców. Organizuje wystawy, wernisaże, spotkania, różnego rodzaju imprezy, warsztaty, zajęcia i wiele innych ciekawych wydarzeń. I trudno stwierdzić, kto tutaj miał szczęście… Czy Julia Kubica, odnajdując spokój w Bieszczadach, w których nie sposób się nie zakochać, czy może sama Cisna i jej mieszkańcy, którzy mają możliwość rozwijania swoich zainteresowań kulturalnych dzięki wspaniałym pomysłom i energii szefowej dyrektorki Centrum… Zapraszamy do lektury.

na poloninie wetlinskiej

wbieszczadach.net: Jak to się stało, że warszawianka zamieszkała w Bieszczadach?

Julia Kubica: Przeprowadzka w Bieszczady była bardzo zaskakująca i bardzo spontaniczna, ale szczerze mówiąc, szukałam z moim partnerem takiego miejsca dla siebie. On chciał zmienić swój tryb pracy na mniej intensywny, a ja znowu chciałam znaleźć coś bardziej stabilnego. W zasadzie to przypadek, że dowiedziałam się o konkursie na stanowisko dyrektora Gminnego Centrum Kultury i Ekologii w Cisnej. To dzięki znajomemu, który znalazł to ogłoszenie i wrzucił je na Facebooka. Kiedy zobaczyłam, że oferta dotyczy Cisnej, w której nigdy nie byłam i Bieszczad, które uważałam kiedyś za krainę dla mnie niedostępną, to pomyślałam: czemu nie?. Stanęłam więc do konkursu. To był maj 2013 roku. Przyjechałam ze swoim partnerem na rozmowę kwalifikacyjną do Cisnej i zakochaliśmy się w tym miejscu. Tuż po powrocie do Warszawy dostałam maila, że zostałam wybrana na dyrektora. Wszystko nagle się zmieniło. W miesiąc musieliśmy przeorganizować nasze dotychczasowe życie.

wbieszczadach.net: Czy kiedykolwiek, już po przeprowadzce w Bieszczady, zdarzyło się, że żałowała pani porzucenia stolicy dla bieszczadzkiej wsi?

J.K.: Choć czasami mogłabym powiedzieć, że tęsknię za miastem i jego energią, to chyba nie zdecydowałabym się na powrót do Warszawy. Cisna wygrywa w tym zestawieniu.

wbieszczadach.net: Czy istnieje osoba, która miała wpływ na pani postrzeganie Bieszczad, życia tutaj i ludzi, którzy tu mieszkają? Osoba, która w jakiś sposób ułatwiła i umożliwiła wtopienie się w bieszczadzkie środowisko?

J.K.: Rzeczywiście poznałam tu kogoś o niespożytej energii. To malarka z Cisnej, Agnieszka Słowik-Kwiatkowska. Od razu zaprosiłam ją do współpracy. Razem stworzyłyśmy w siedzibie Centrum Galerię Przy Pętli i od półtorej roku organizujemy co miesiąc kolejne wystawy prezentujące bieszczadzkich twórców i osoby związane z Bieszczadami. Nota bene Agnieszka jakiś czas temu „uciekła” z Warszawy (śmiech).

W ogóle większość osób jest tu bardzo otwarta i życzliwa. Chętnie przychodzą do Centrum i dzięki temu tworzy się fajne grono ludzi o wspólnych zainteresowaniach. To grono jest coraz większe, bo rozszerzył się repertuar zajęć organizowanych w Centrum. Udało nam się stworzyć ognisko muzyczne. Dzieci uczą się gry na skrzypcach, saksofonie, fortepianie i gitarze. Mamy też lekcje baletu. Co miesiąc odbywają się wernisaże, koncerty, spotkania z podróżnikami i innymi ciekawymi osobami. Staramy się być otwarci na nowe rzeczy. Jeśli tylko ktoś z mieszkańców ma pomysł, to zawsze serdecznie zapraszamy. Jeśli chce coś opowiedzieć, pokazać np. swój film, przeczytać swoje wiersze, pamiętniki, zagrać na jakimś instrumencie, to zawsze znajdzie się tu miejsce dla niego.

galeriaprzypętli 

wbieszczadach.net: Czyli ludzie z Bieszczad są bardziej dostępni i nie boją się prezentować innym swoich dokonań?

J.K.: Mam wrażenie, że tak, bo ludzie tu potrzebują się po prostu spotykać. Nie wstydzą się prezentować innym swoich pasji. W większych miastach, prawdopodobnie dzięki bogatej ofercie kulturalnej, ludzie pozostają przeważnie jej biernymi odbiorcami. Nie mają też czasu na rozwijanie umiejętności. A w Bieszczadach, żeby coś się działo, trzeba samemu wychodzić z inicjatywą. To bardzo cenne.

wbieszczadach.net: Jak pracuje się pani w Cisnej?

J.K.: Zależy mi na tym, żeby to miejsce się rozwijało i ludzie chcieli tu przychodzić, sami też je współtworzyli. I jest potencjał. Mam jeszcze wiele planów związanych z tym miejscem. W przyszłości chciałabym między innymi stworzyć przy Centrum kino, które miałoby stały repertuar, no ale powolutku. Aby to i inne marzenia urzeczywistnić, potrzebne są jednak dodatkowe fundusze. Więc ich szukam.

wbieszczadach.net: Gminne Centrum Kultury i Ekologii w Cisnej kwitnie – warsztaty, wernisaże, koncerty. Jakie w tym roku są pani plany dotyczące GCKiE?

J.K.: Na pewno w tym roku będziemy kontynuować comiesięczny cykl wystaw w Galerii Przy Pętli. Po raz kolejny będą też gościć u nas trzy festiwale filmowe: w maju O!PLA czyli Festiwal Polskich Filmów Animowanych dla dorosłych, a na jesieni Watch Docs oraz Festiwal Filmów Młodego Widza Wędrujące Ale Kino z najlepszymi światowymi fabułami dla dzieci i młodzieży. Nawiązaliśmy także współpracę z Muzeum Tatrzańskim w Zakopanem i już rozpoczęliśmy wymianę kulturalną. W lutym przyjechał do nas Wojciech Szatkowski, autor m.in. przewodników skiturowych po Tatrach. Pomyśleliśmy, że trzeba by taki przewodnik wydać o Bieszczadach, bo czegoś takiego tutaj nie ma. Również podczas tegorocznych „Dni Gminy Cisna” nie zabraknie podhalańskiego akcentu. Do Zakopanego wybieramy się jeszcze w tym miesiącu z naszą wystawą, która odbędzie się w Muzeum Władysława Hasiora. Zaproszenie do zorganizowania tam wystawy to dla nas bardzo duży sukces.

W listopadzie natomiast odbędzie się trzecia edycja zapoczątkowanego przeze mnie w Cisnej Festiwalu Crazy Girls, i co cieszy mnie bardzo – zjeżdżają na niego „całe” Bieszczady i część Podkarpacia. Festiwal poświęcony jest kobietom - muzom, opiekunkom, menedżerkom sławnych artystów, które przyczyniły się do ich sukcesów, a jednak pozostały w cieniu. Naszym celem jest o nich opowiedzieć. Dwa lata temu naszą bohaterką była Zośka Komedowa, w ubiegłym – Julia, matka Andy`ego Warhola. W tym roku będzie to Zofia Beksińska. Oczywiście nie zabraknie u nas także w tym roku występów dzieci, które zaczęły się uczyć w Centrum tańca oraz gry na różnych instrumentach.

festiwalcrazygirls2014 zandrzejem karczmarzewskim

wbieszczadach.net: W styczniu miały miejsce koncerty, podczas których licytowano fanty na WOŚP. Jak pani podsumuje tę akcję? Jaką sumę pieniędzy udało się pozyskać?

J.K.: Jeśli dobrze pamiętam, to udało nam się zebrać prawie trzy tysiące złotych. I z tego co zauważyłam, to ludzie są tutaj bardzo hojni. Czyli wielkiego serca. Nie jest to pierwsze moje takie doświadczenie. W zeszłym roku zbieraliśmy fundusze na rehabilitację dziewczynki, Malwinki. Również ze sporym powodzeniem...

wbieszczadach.net: W styczniu odbył się także kolejny Wieczór Leśnych Ludzi. Czego dotyczy to wydarzenie? Skąd pomysł na jego organizację?

J.K.: Próbuję badać tutaj różne środowiska, a środowisko leśników z wiadomych względów absolutnie tu przeważa. Myślę, że warto pokazywać ich działania artystyczne. Jak tylko tutaj przyjechałam, okazało się, że jeden pan leśnik śpiewa, drugi gra na gitarze, trzeci pisze poezję, czwarty robi świetne zdjęcia, piąty tamto, szósty jeszcze co innego. Pomyślałam, że warto pokazać te wszystkie działania na jednej wspólnej imprezie, gdzie leśnicy, nie tylko w swoim gronie, mogli się pochwalić przed innymi tym, co potrafią.

wbieszczadach.net: Jest pani osobą, która w swoim życiu zajmowała się wieloma rzeczami, w tym również grą na skrzypcach. Czy nadal pani gra?

J. K.: Niestety teraz rzadko. Brakuje mi czasu, chociaż udało mi się kilkakrotnie zagrać w Bieszczadach, między innymi z Markiem Kobusem „Pegazem”, Angelą Gaber i Ernestem Drelichem. Myślę jednak, a raczej czuję, że czas do grania wrócić.

wbieszczadach.net: Razem ze swoim partnerem Markiem prowadzi pani bloga KlatkiDźwięki. Czy może pani opowiedzieć coś więcej na ten temat?

J.K.: Pomysł na bloga narodził się spontanicznie po przyjeździe tutaj. Zaczęliśmy kręcić wywiady, które przekształciły się w filmy dokumentalne o osobach związanych z Bieszczadami. Te filmy na początku ilustrowały różne wydarzenia w Centrum. W pewnym momencie stwierdziliśmy, że powinniśmy gdzieś te materiały upublicznić i doszliśmy do wniosku, że stworzymy bloga, gdzie wszyscy będą mogli je obejrzeć. Ostatni filmik, który wrzuciliśmy na KlatkiDźwięki (klatkidzwieki.wordpress.com) to impresja o Julii Warholi z ostatniego Festiwalu Crazy Girls. Można tam też posłuchać mnie na skrzypcach i dowiedzieć się, czym zajmuje się Marek. Na naszym blogu poleca też książki, które redagował, m.in. najnowsze opowiadania „Pociąg do Bieszczad. Stacja Siekierezada” Rafała Dominika, szefa Siekierezady.

wbieszczadach.net: Czy ma pani jeszcze jakieś własne marzenia, które warto by spełnić?

J.K.: Na pewno chciałabym się stale uczyć nowych rzeczy, rozwijać się, zapisałam się na przykład na lekcje malarstwa. I może też kiedyś… uda nam się tu zamieszkać w jakimś małym miłym domku z kominkiem? (śmiech).

wbieszczadach.net: Co panią urzekło w Bieszczadach?

J.K.: Spokój i przyroda.

wbieszczadach.net: Pani ulubione miejsce w Bieszczadach to…

J.K.: Muszę powiedzieć, że widok z Caryńskiej jest dla mnie jednym z piękniejszych, jakie widziałam do tej pory.

wbieszczadach.net: Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę kolejnych świetnych i trafionych pomysłów związanych z Centrum.

Wywiad przeprowadziła Anna Twardy

Bieszczady to nie tylko dzika przyroda, na łonie której można sobie pozwolić na chwilę oddechu. To również bolesna historia i bogata tradycja religijna - rzymskokatolicka i greckokatolicka. Bieszczady to pozostałości po dawnych, nieistniejących już wsiach, miejsca po zburzonych cerkwiach, ruiny zniszczonych świątyń, pojedyncze nagrobki po niegdysiejszych cmentarzach. Wydawałoby się, że po dawnych czasach i tradycjach pozostały tylko zgliszcza. Tymczasem w Bieszczadach istnieje wiele miejsc, w których kultywuje się zapomniane bieszczadzkie dziedzictwo. Jednym z takich miejsc jest Galeria i Pracownia ikon „Veraikon”. To w niej pani Jadwiga Denisiuk, pomysłodawczyni i założycielka „Veraikon”, pielęgnuje jeden z najrzadszych zawodów – ikonopisarstwo. Wydawałoby się, że już zapomniane, że niepotrzebne, a jednak wciąż fascynujące i wzbudzające zachwyt. Z panią Jadwigą rozmawiamy o ikonach, galerii, najbliższych planach i Bieszczadach. Zapraszamy do lektury.

10105

 

wbieszczadach.net: Ikonopisarstwo to chyba trudny proces. Może pani coś o nim opowiedzieć? Jak zazwyczaj przebiega?

Jadwiga Denisiuk: Zgadza się, ikonopisarstwo to trudna sprawa. Trzeba by było bardzo dużo opowiadać o nim, więc powiem w skrócie. Zajmuję się kopiowaniem ikon, chociaż coś takiego jak kopia ikony nie występuje w ikonie, gdyż każda ikona jest oryginalną ikoną, jeśli jest wykonana według wzoru, według nakazów i zakazów, które obowiązują w ikonopisarstwie. Praca nad każdą ikoną trwa dosyć długo, ponieważ w obręb tego całego procesu wchodzi odpowiednie przygotowanie deski, odpowiednie przygotowanie podobrazia tzn. gruntowania, pozłotnictwo, i w końcu przygotowanie warstwy malarskiej pod malunek, pod obraz.

wbieszczadach.net: Czy istnieją jakieś techniki tworzenia ikon?

J. D.: W naszej pracowni posługujemy się techniką tempery żółtkowej. Powiedziałabym, że 95% ikon było w tej technice wykonywanych. Jest to technika stara, średniowieczna, zatwierdzona w połowie IX wieku na soborze i obowiązuje do tej pory.

wbieszczadach.net: Od ilu lat tworzy pani ikony?

J. D.: Ikony tworzę od około 25 lat. Wtedy to sprzedałam pierwszą ikonę przez siebie zrobioną.

wbieszczadach.net: Ikonopisarstwo należy do rzadkich zawodów, prawda? Skąd pojawiła się ta pasja u pani?

J. D.: Tak, dlatego że nie jest to zbyt popularny zawód ani zbyt popularna twórczość. Jest to niszowa twórczość. Trudno mi określić, od kiedy pasja i zainteresowanie ikoną pojawiły się u mnie. Na pewno w czasie podróży po Roztoczu i po Bieszczadach. Zaważyły na tym spotkania z cerkiewkami, na przykład we wspomnianej już krainie Roztocze. Ikony widywałam również w kościołach. To były zainteresowania związane z takim odkrywaniem turystycznym tej południowo-wschodniej części Polski.

wbieszczadach.net: Z której ikony, którą pani stworzyła, jest pani najbardziej dumna?

J. D.: Tych ikon dużo stworzyłam, ale sądzę, że taką najważniejszą dla mnie ikoną jest ikona Matki Boskiej Łopieńskiej, która wisi w cerkwi w Łopience.

wbieszczadach.net: Kogo uznałaby pani za swojego mentora i najlepszego nauczyciela?

J. D.: Nauczycielem i najważniejszą osobą, która znacznie wpłynęła na rozwój mojej drogi zawodowej, jest pani Agnieszka Słowik-Kwiatkowska, która przyjechała w Bieszczady i przywiozła ze sobą całą wiedzę o pisaniu ikon. Uczyłam się u niej. Był to piękny kilkuletni okres pracy i współpracy w pracowni pani Agnieszki.

wbieszczadach.net: Czy oprócz ikonopisarstwa ma pani również inne pasje? Jeśli tak, to jakie?

J. D.: Moją pasją oprócz ikonopisarstwa są podróże. Najbardziej lubię te związane z ikonami – Ukraina, Rosja, Grecja. Jest to dla mnie bardzo bliski świat.

wbieszczadach.net: Prowadzi pani Pracownię i Galerię ikon „Veraikon”. Skąd pomysł na taką nazwę galerii?

J. D.: Nazwa galerii pochodzi od jednej z ikon, która przedstawia twarz Chrystusa na chuście i oznacza prawdziwą twarz, prawdziwe oblicze. Druga bardziej znana nazwa tej ikony brzmi Mandylion. Veraikon jest mało znaną nazwą, ale bardzo mi się spodobała. Może troszkę jest taka na wyrost, ale ładnie brzmi, zawiera słowo ikona i można ją tłumaczyć jako „prawdziwa ikona”.

Zawsze zależało mi na tym, żeby ikona nie miała rysu pamiątkarskiego, tylko była taką „prawdziwą ikoną”. Główne zadanie mojej pracowni polega więc na tym, żeby tworzyć ikony, które nie są amatorskie, przypadkowe czy pamiątkarskie, ale takie, które są „prawdziwymi ikonami”.

 11 denisiuk 2

wbieszczadach.net: Czytałam, że dużo pani podróżowała w związku ze swoją pracą. Pani ikony były wystawiane w Polsce, ale również np. we Francji. Którą wystawę swoich prac wspomina pani najcieplej?

J. D.: Owszem, miałam wiele takich miłych spotkań wystawowych. We Francji realizowaliśmy taki projekt „Bizancjum w Polsce”, który Francuzi przeprowadzali w ramach roku poświęconego kulturze polskiej we Francji. W ramach tego projektu miałam wiele wystaw połączonych z wystawami fotograficznymi cerkiewek drewnianych południowo-wschodniej Polski. Najlepiej wspominam we Francji miasteczko Langres, gdzie otrzymałam do dyspozycji galerię. Miasteczko wyglądało jak sceneria do filmu „Czekolada” – stare, sięgające czasów rzymskich z przepiękną galerią. Wystawę organizowano w okresie grudniowym, więc miasteczko było już świątecznie udekorowane. Ten okres wspominam jak cudowną bajkę.

wbieszczadach.net: Jakie są pani najbliższe plany zawodowe?

J. D.: Chciałabym powiększyć pracownię o pomieszczenia, w których można by było zademonstrować ikony z różnych stron – ruskie, greckie, karpackie. Zależy mi na tym, aby można było w sposób jasny i klarowny opowiadać o ikonach turystom. Planuję także przeprowadzenie warsztatów ikonowych. Takie warsztaty prowadzę raz do roku. Jednakże zamierzam wyremontować pomieszczenie, w którym będzie można przeprowadzać warsztaty, więc sądzę, że będą one częściej realizowane.

wbieszczadach.net: Urodziła się pani w Zamościu. Jak to się stało, że zamieszkała pani w Bieszczadach?

J. D.: W czasie studiów w Krakowie bardzo dużo jeździłam w Bieszczady i postanowiłam tutaj pozostać.

wbieszczadach.net: Co najbardziej podoba się pani w Bieszczadach?

J. D.: W Bieszczadach najbardziej podoba mi się przyroda i przestrzeń.

wbieszczadach.net: Czy Bieszczady to duża kopalnia inspiracji dla pani?

J. D.: Bieszczady są moją inspiracją przede wszystkim ze względu na to, że jest to miejsce ikonowe. Moja praca tutaj jest jakby dobrze „usadowiona”. W Sanoku znajduje się Muzeum Ikon, w Bieszczadach są nieliczne już cerkwie, ale są te cerkwie. Jest zainteresowanie, są szlaki ikon, szlaki architektury drewnianej, więc jestem tak jakby ustawiona na szlaku i myślę, że jest to takie właściwe miejsce dla mojej pracy.

wbieszczadach.net: Bieszczady kojarzą się pani z….

J. D.: … przestrzenią i jesienią.

wbieszczadach.net: Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę pani niesłabnącej satysfakcji i zadowolenia z tworzenia ikon i prowadzenia galerii, a także rychłego zrealizowania zaplanowanych zadań. Wszystkich zaś zainteresowanych ikonopisarstwem zapraszamy do odwiedzenia pani Jadwigi w jej galerii i pracowni „Veraikon”.

 

Wywiad przeprowadziła Anna Twardy

Zdjęcia: http://www.hbo.pl/magicznebieszczady/ludzie_bieszczad/index.html

Kończy się okres wakacyjny, a wraz z nim czas na podsumowania. Bieszczadzka Kolejka Leśna, która cieszy się ogromnym zainteresowaniem turystów, od początku roku przewiozła około 85,5 tys. osób, z czego ponad 50 tys. w same wakacje. Oprócz ustalonych przejazdów, bardzo dużo było tych organizowanych na zamówienie. Największa liczba wyjazdów, które odbyły się w ciągu jednego dnia wyniosła 13 kursów. Średnio codziennie w lipcu i sierpniu organizowano 8 wyjazdów.

DSC 0016

Bieszczadzka Kolejka Leśna ma dwie trasy, do Przysłupia i do Balnicy. W okresie wakacyjnym w harmonogramie jazdy zostają uruchomione dwa kursy od poniedziałku do piątku – o godzinie 10.00 do Przysłupia, zaś o godzinie 13.00 do Balnicy. Natomiast od maja do października kolejka jeździ w każdy weekend i święta, z tym że przez maj i czerwiec oraz wrzesień są to dwa kursy – o 10.00 do Przysłupia, o 13.00 do Balnicy, zaś przez lipiec i sierpień dodatkowo o 10.30 do Balnicy i o 13.30 do Przysłupia. Od października, przez okres zimowy kolejka odbywa tylko jeden kurs do Przysłupia o godzinie 10.00. Przez cały czas, jeśli tylko warunki pogodowe na to pozwalają, istnieje możliwość zamówienia kursu poza ustalonym rozkładem jazdy.

Przypomnijmy, że bieszczadzka kolejka wąskotorowa została uruchomiona w 1898 roku na trasie z Nowego Łupkowa do Majdanu k/Cisnej. Przez ponad sto lat swojego istnienia służyła głównie do przewozu drewna. W związku z upadłością głównego odbiorcy drewna dostarczanego kolejką – Zakładów Przemysłu Drzewnego w Rzepedzi, podstawa istnienia kolejki stanęła pod znakiem zapytania. Pomimo starań Nadleśnictwa Cisna o utrzymanie kolejki, w 1994 roku została ona wyłączona z eksploatacji. W 1996 roku utworzono Fundację Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej, która przejęła nieodpłatnie na okres 10 lat od Nadleśnictwa Cisna grunty zajmowane przez Kolejkę Leśną wraz z budynkami, budowlami i taborem. Na początku wakacji 1997 roku Bieszczadzka Kolejka Leśna odbyła swój pierwszy kurs. Do końca sezonu 1997 roku przewieziono 23 tys. pasażerów.

Fenomen Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej nie gaśnie, a ona sama stała się jedną z bieszczadzkich wizytówek, która wzbudza niemałe zainteresowanie wśród turystów przyjeżdżających w te okolice.

A.T.

Od dzisiaj Bieszczadzka Kolejka Leśna kursuje codziennie do końca sierpnia. Od poniedziałku do piątku o godzinie 10.00 do Przysłupia, o 13.00 do Balnicy. W soboty, niedziele i święta o godzinie 10.00 i 13.30 do Przysłupia, zaś o 10.30 i 13.00 do Balnicy.

czasami było tłoczno

Bieg Rzeźnika jest towarzyskim rajdem miłośników biegania i Bieszczadów. Blisko osiemdziesięciokilometrowa trasa wiedzie bieszczadzkim czerwonym szlakiem z Komańczy przez Cisną, góry Jasło i Fereczata, Smerek oraz połoniny do Ustrzyków Górnych. Limit czasu wynosi 16 godzin.

W tym roku już po raz jedenasty spotkamy się na starcie w Komańczy! Po raz jedenasty zapraszamy więc do zmierzenia się z trudną bieszczadzką trasą, innymi oraz – przede wszystkim – ze swoim partnerem (partnerką) i samym sobą. Mamy nadzieję, że pomimo gwarantowanego bólu udział w Biegu będzie dla wszystkich przyjemnością.

Start XI Biegu Rzeźnika odbędzie się jak zwykle z Komańczy, jak zwykle w piątek po Bożym Ciele: 20 czerwca 2014 o wschodzie Słońca (godzina 3:30). Biuro zawodów czynne będzie dzień wcześniej w godzinach 15:00-18:30 w Cisnej. Zakończenie Biegu odbędzie się 20 czerwca wieczorem w Cisnej. Przed i po zakończeniu grać będzie jak zwykle zespół Wiewiórka na Drzewie.

Więcej informacji na stronie: www.biegrzeznika.pl 

rzeznik logo 02

 

Źródło: Gminne Centrum Kultury i Ekologii

w Cisnej

Bieg Rzeźnika - start w Komańczy!

Pogoda Cisna z serwisu

Najbliższe wydarzenia

Brak wydarzeń

Facebook

Nasz kanał YouTube

Artykuły

Atrakcje w Bieszczadach

Ciekawe miejsca w Bieszczadach

Cerkwie, koscioły i cmentarze w Bieszczadach

Szlaki turystyczne w Bieszczadach

Szlaki rowerowe w Bieszczadach

Trasy samochodowe w Bieszczadach

Zabytki w Bieszczadach

Fauna bieszczadów

Flora bieszczadów

Ciekawostki

Ciekawi ludzie w Bieszczadach

 

Kontakt

Bieszczadzki Portal Turystyczny wbieszczadach.net Redaktor Naczelny Piotr Kutiak 663 740 066
 Potrzebujesz reklamy? ZADZWOŃ502 920 384